piątek, 10 lipca 2015

the details escape me each time I wake up waiting for more

Pół nocy przewalałam się z boku na bok. Słyszałam muzykę, której nie było, drapał mnie miękki polarowy koc, w głowie układałam listy zadań: co zrobić, czego nie robić, co spakować, co w ogóle powiedzieć? I taki sen trochę pół na pół, który urywa się dokładnie tam, gdzie mógłby się jeszcze dziać. Aż się chce, żeby się dział. Wouldn’t you think it’s weird?
Co skończyć ostatniego dnia w pracy? Ostatniego dnia przed urlopem - poprawiał mnie od kilku dni jeden z kolegów. Sama myśl o niechodzeniu do pracy jak zwykle sprawia, że wpadam w panikę.
Te kilka godzin minęło w niezłym chaosie i tłumie ludzi. Narastający rajzefiber. Jak to w ogóle będzie? Gdzie ja jutro będę? Doczekanie twoje.
Ostatnio już trochę mi się przepalało w główce. Za dużo ludzi, za dużo słów. Nie umiałam odreagować, odespać, obśmiać i obejść dookoła zamiast na wprost i na oślep walić pięściami. Takie drobne kłopoty z równowagą.
Czas nawet nie na restart systemu, co na hard reset i reinstalację plików i folderów w głowie. Także tych ukrytych. Walizka już prawie spakowana. Ciuchy wyprasowane. Różne dziwne sytuacje - mam nadzieję - przewidziane i znajdujące rozwiązanie w walizce właśnie. Narasta moja słabość do atmosfery lotnisk. Do nieznanych hoteli i przydrożnych znikających z oczu obrazków.
Jutro o tej porze będziemy już na Kaukazie.

Brak komentarzy: