sobota, 1 sierpnia 2015

Kaukaz. Azerbejdżan. Qobustan.

Qobustan. Krajobraz trochę kosmiczny (petroglify wyglądają jak stworzone przez obcą cywilizację, a nie wcześniejszą) i trochę księżycowy (zero zieleni, zero form życia, a jedyny ruch to bulkanie zawsze za plecami). Mimo że UNESCO doceniło Qobustan i jego niewątpliwą unikatowość, to Brzydala nie opuszczają wątpliwości i wizje, że wieczorami pracownicy parku narodowego na nowo kamykami wydrapują te obrazki. Ja tam wierzę, że powstały 10 tysięcy lat przed Chrystusem. I zawsze wierzę UNESCO.




 W drodze na wulkany - znów ropa
Z wulkanami błotnymi nie ma żartów. Jest ich mnóstwo, bulkają tuż nad ziemią i na wysokości kilku metrów. Wystarczy chwila nieuwagi, by mieć poplute błotem nogi aż do kolan, a pechowcy nawet wyżej;). A bogate Azerki i Rosjanki płacą niemałą forsę za zabiegi w SPA, do których wywożone jest to dziwne, popielate błotko. Kratery mają po kilkanaście metrów głębokości. Lepiej nie wpaść. Nie ma takiego, co by umiał w tym pływać. Dźwięk nie do podrobienia. Chrzęst pod nogami - nie do zapomnienia. Bo tam nadal ciepło i wieje. Co wywalają wulkany, od razu zastyga. Wulkany rosną.



I jeszcze małe wulkaniczne jeziorko, a w tle Morze Kaspijskie. Czuję się jak na końcu świata, albo całkiem na początku.

Brak komentarzy: