czwartek, 13 sierpnia 2015

Kaukaz. Gruzja. Batumi. Starcie drugie.

Pierwszą noc w Batumi wspominam upiornie. Im jestem starsza, tym częściej dopada mnie niepokój nowego miejsca, ciemności, nieznanych uliczek gdzieś na peryferiach, wałęsających się psów. Ale teraz byliśmy po dwutygodniowym szaleństwie w trzech krajach, w których odnaleźliśmy zabawę, spokój, relaks, imprezy, zakupy, rozmowy, duchy, przeszłość i przyszłość. Magia.
I teraz znów nagle to Batumi...
Szczerze? Gdybym miała spędzić tam tydzień, to bym umarła. Miasto jest architektoniczną mieszaniną, nad którą najwyraźniej nikt nie panował, ani architekt miejski, ani konserwator zabytków. Co kawałek inny mix szkła, betonu, plastiku i świateł. O ile Baku w całym swym eklektyzmie było dostojne i eleganckie, o tyle Batumi to dziwaczna hybryda rumuńskiej nadmorskiej Mamai z Ustką sprzed 15 lat. Upodobanie do ruchomych, podświetlonych setką świateł pomników widzieliśmy już też w Skopje, ale tam się to jakoś broniło, bo klimatu stolicy strzegły naprawdę monumentalne budowle muzeów czy urzędów. Batumi się nie broni. Całe jest jak turecka zabawka wyprodukowana na europejski rynek.
Nie broni się też plaża, na której kamieniach odpoczynek nie byłby wielką przyjemnością. Mimo to wiem, że Polacy lądują tam na dwa tygodnie i nie widzą potrzeby ruszania się poza miasto. A później mówią o tym, jaka ta Gruzja cudoooowna...
Wieczorem sympatyczne są typowo wakacyjne kolorowe, rozwrzeszczane tłumy ludzi, naprawdę duże fontanny i kilkunastokilometrowy, szeroki, nadmorski deptak, zadbany, zielony i przyjazny. Reszta wygląda jeszcze bardziej hardkorowo niż na zdjęciach.

Trudno Batumi porównać w uczciwy sposób do innych miast. Przychodzi mi na myśl, że najlepiej czuję się w miastach, które bierze się na poważnie. Batumi nie da się brać na poważnie.

Z daleka jeszcze jakoś...

 Z bliska robi się dramat.
 Kolorowy dramat.
 Kolorowy ruchomy dramat.
 Ruchomy pomnik całujących się Ali i Nino...
 Cztery cuda świata na jednym zdjęciu
 Teatr - jeden normalny w całym tym dziwactwie
 Z góry jest nieźle
 Tak, to jest wbudowany w wieżowiec diabelski młyn
 Transylwania?
 Niestety, młyn jeszcze się nie kręci...
Budowa trwa!

Brak komentarzy: