wtorek, 11 sierpnia 2015

Kaukaz. Gruzja. Borjomi.

W ZSRR wszyscy pili wodę Borjomi. I tylko Borjomi się liczyła. Najbogatsi w samym Borjomi stawiali sobie dworki i przechadzali się po parku zdrojowym, pijąc bezcenną wodę, która zapewniała im długie życie w pełnym zdrowiu.
Gdy Gruzja weszła na wojenną ścieżkę z Rosją, wujek Putin zakazał sprowadzania z Gruzji wody Borjomi. Rosjanie tak się zbuntowali, że woda znów jest na półkach rosyjskich sklepów. Polskich jabłek nadal nie ma...
Samo Borjomi jest małe i urocze, klimatem przypomina nasz Nałęczów. Wpadamy tam wczesnym rankiem i spacerujemy tak daleko, jak pozwoli nam czas. Nie byłam w stanie wypić wody prosto ze źródełka: przyzwyczajona do wody wyfiltrowanej absolutnie ze wszystkiego, w parku poplułam się ciepłą, lekko gazowaną i podejrzanie pachnącą wodą.
Jedyne, co poczułam po tym jednym łyku, to wilczy głód.
Wprawdzie mijaliśmy po drodze pachnące piekarnie, ale niestety w całym Borjomi nie znaleźliśmy nikogo, kto by nam wymienił pieniądze z dolarów na lari. Mieliśmy już tylko jakieś gruzińskie grosze, a Brzydal przekonywał mnie, że nam nawet na bułki nie wystarczy. Umrę z głodu w Borjomi, wspaniale. Już miałam w planie robić oczy kota ze Shreka i zapłacić czymkolwiek, byleby dostać tę cudowną, miękką kulkę-drożdżówkę, którą widziałam na jednym ze straganów. Ostatecznie po wytrząśnięciu wszystkiego z kieszeni i plecaków było nas stać na te dwie bułki i nie wiem, czy to nie było najsmaczniejsze, co jadłam na Kaukazie. Aaaach...





Polska strona o wodzie Borjomi

Brak komentarzy: