środa, 2 września 2015

jak już pić, to szampana...

...najlepiej z samego rana.

Ale powód był ważny, poważny i godny. Rocznicowy.
2 września 2013 roku wywaliłam własne życie do góry dnem, wskoczyłam w jakiś energetyczny tajfun, milion razy umarłam z emocji i zaczęłam nową pracę.
Minęły dwa lata tego szaleństwa. Nadal jestem święcie przekonana, że nikt na świecie nie ma takiej pracy jak ja. Że mam tak absolutnie unikatowe warunki i otoczenie, że żadne inne miejsce pracy nie jest w stanie nawet się do mojego zbliżyć.
Niby szybko minęło, ale z drugiej strony ten czas był do granic wypchany uczeniem się nowych rzeczy. Jestem więc trochę starsza, może trochę mądrzejsza, trochę więcej umiem, mniej się boję, rzadziej mam kryzysy związane z tym, do czego się nadaję, a do czego nie. No i nadal jestem wdzięczna za zaufanie, które czuję nie 8 godzin dziennie, a 24 godziny na dobę.
Wypiliśmy dziś tego szampana za kolejne... 30 lat razem. Hmmm...

Brak komentarzy: