czwartek, 28 stycznia 2016

5 km

Ostatniego grudnia pomyślałam, że w styczniu chciałabym dobiec do 5 km. Bo podobno 5 km to dopiero początek. Ale najpierw byliśmy na feriach, później tydzień odchorowywałam te ferie, później raz wyszliśmy z Brzydalem się rozbiegać, ale szału nie było.
A dzisiaj przebiegłam 5,24 km. Niby nic na to nie wskazywało, ale w ciągu kilku ostatnich dni nagromadziło mi się w głowie i w nogach tyle negatywnych emocji, że najwyraźniej to one mnie tak poniosły. Ostatnie kilkanaście metrów przeleciałam sprintem, a meta przy naszym przystanku autobusowym przypominała metę maratonu nowojorskiego.
Może uda mi się w lutym dodać kolejny kilometr. Ciągnie mnie bardziej do dystansu niż do czasu. Trzeba próbować.
z.

Brak komentarzy: