piątek, 8 stycznia 2016

Góra czeka

To, że ciągnie mnie na lodowiec, stoi w absolutnej opozycji do mojej potwornej niechęci do zimy, zimna, chłodu, śniegu, oblepionych śniegiem dżinsów, pięciu warstw swetrów i temperatur poniżej +5 stopni. Na lodowcu: metr śniegu i kilkanaście stopni na minusie. Moja trwająca już 18 lat miłość do snowboardu to dowód na to, że miłość jest ślepa i nieracjonalna.
Mieszkanie przypomina cygańskie obozowisko. Wczoraj do późnego wieczora siedzieliśmy w teatrze, a później przy kuchennym stole tyle gadaliśmy o spektaklu, że nie było czasu na pakowanie na wyjazd. Ostatnia szansa - nadrobić dziś.
Wyjeżdżamy jutro rano i planujemy się wyszumieć za przeszłość i na przyszłość. Góra czeka.

Brak komentarzy: