wtorek, 16 lutego 2016

10 km

Kilka dni temu dopiero trzeci raz przebiegłam 5 km. Plan zakładał dodawanie jednego kilometra miesięcznie. Czyli w lutym - 6. W marcu 7. W kwietniu 8. W maju 9. W czerwcu wreszcie 10. Może.
Muszę zmodyfikować plan, bo wczoraj wyszłam na 3 km, dziś wyszłam na 6 km, a przebiegłam 10. W 1 godzinę i 26 minut. Nie wiem, jak to się stało. Nawet nie byłam zła. Nie miałam w mięśniach żadnych złych emocji. A może właśnie O TO chodzi. O to, że od kilku dni wydaje mi się, że wszystko się elegancko układa. Że coś tam umiem, że wreszcie coś się dzieje, że mam efekty, że mam co robić i że robię. Czy tego nie odchoruję - nie wiem. Nadal jestem wielkim babiszonem, a moje kolana mogą w końcu powiedzieć, że chrzanią bieganie i że wolałyby na przykład chodzić na basen, na pilates albo na taniec z szarfą, na który nieustannie namawia mnie moja przyjaciółka Majka. Póki co biegam, bo czuję, że działa. Poukładane wszystko w głowie.

wtorek, 2 lutego 2016

świętujemy

Sobota - 200 tygodni razem w tym mieszkaniu + moje urodziny z liczbą porządkową 31
Niedziela - wigilia rocznicy ;)
Poniedziałek - 15 lat razem

To ten moment w roku, gdy po domu porozstawiane są wazony i szklanki z kwiatami, oboje wykonujemy facepalm na myśl o tym, ile czasu minęło i cieszymy się, że nic nie musimy zmieniać. Bycie razem to najfajniesze co można robić.