sobota, 7 maja 2016

Cause everywhere we've been, we have been leaving traces

Po pracy bieganie, po bieganiu spacer. Rusz się, Brzydalu, bo znów mi się włączył szwędacz. Czasem kilka kilometrów gadania, czasem zupełnego milczenia. Zawsze potrzebne tak samo.
Zostały dwa miesiące do urlopu. Powoli planujemy wyjazd. W tym roku organizatorem jest Brzydal Travel, więc ogarniamy trasę, miejsca i trudne do wymówienia nazwy. Mam tyle wolnych dni do wybrania, że nie wiem, co z nimi zrobić i żal mi, że nie mogę ich przehandlować.
Z przehandlowanych dni wolnych kasę przeznaczyłabym na ciuchy, bo zrzucenie 9 kilo okazało się mordercze dla mojej szafy. Liczba ciuchów, które mogę założyć i nie wyglądać jak w ciuchach Brzydala, zmniejszyła się o jakieś 90%. Więc jednak to bieganie daje jakieś skutki uboczne poza łatwiejszym radzeniem sobie z rzeczywistością. Mam też nagle uda jak grecki wojownik, co mnie z kolei po kabaretowemu rozbawia.
A że rzeczywistość zaskakuje, pokazuje dzisiejszy dzień. Przez ponad 15 lat bycia razem konsekwentnie nie chodziliśmy na wesela. Nie, bo nie. No a dzisiaj jedziemy pod Kraków na ślub mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Sam pomysł takiej imprezy jest nam kompletnie obcy. Nie wiem, co ludzie robią na weselach po kilka czy kilkanaście godzin, co ich tak bawi i wkręca w zabawę. Jeszcze nawet nie wyciągnęłam kiecki z szafy, a już czuję się jak kosmita. Z drugiej strony wychodzi takie moje zwykłe dziewczyńskie myślenie, że tyle lat byłyśmy tak blisko, że...
Od razu przypomina mi się fragment z Bridget Jones, bo to właśnie te nasze wspólne czasy i wspólne sprawy: "Na tym właśnie polega cały problem ze współczesnym światem – wszystko jest do wybaczenia. Wiesz co, Jude, niedobrze mi się robi. Skoro taka z ciebie przyjaciółka, to sama sobie idź główną nawą z Rebeccą z tyłu, wystrojoną w zasłony z Ikei. Zobaczymy, czy ci się to spodoba. I wsadź sobie gdzieś tę swoją burtę, jurtę czy jogurtę!"

Brak komentarzy: