środa, 13 lipca 2016

Bałkany 2016. SRB + BiH. Smederevo

Nasz przyjazd do Smedereva powoduje konsternację. Co gorsza, powoduje ją w miejscu,w  którym mieliśmy spać. Budynek trochę na przedmieściach, otoczony bazami i warsztatami, na parterze i na pierwszym piętrze mieści biura, a na drugim - lokalną stację radiową Lux FM i trzy pokoje na wynajem. Właściciele, mimo że po angielsku ani słowa, byli dla nas przemili. Gdy poprosiliśmy o potwierdzenie meldunku, zdębieli - wtedy zrozumieliśmy, że jesteśmy najwyraźniej pierwszymi zagranicznymi gośćmi w ich pokojach. Wpakowali nas do swojego samochodu i zawieźli na komisariat policji, gdzie nas formalnie zameldowano i odprawiono w miasto.
Twierdza w Smederevie jest gigantyczna. Teren, który zajmuje, spokojnie mógłby pomieścić spory festiwal muzyczny wraz z kilkunastoma tysiącami widzów. Dunaj szeroki, dostojny i skrzący się w słońcu jak rybie łuski. Wszędzie jaszczurki na gorących kamieniach. Wszędzie. Centrum niewielkie, ale miłe. Po pędzącym, gorącym Belgradzie tu czujemy się jak na miłej prowincji, gdzie czas płynie trochę inaczej.
Wieczorem orientujemy się, że jesteśmy sami w tym biurowcu z radiostacją. Jest dziwnie. Zamykamy troje drzwi na klucz, a przy łóżku trzymamy półmetrową ciężką latarkę i gaz pieprzowy w żelu. W głowie roją mi się różne złe obrazy z serbskimi łotrami w roli głównej. Co gorsza, pracownicy radia wychodząc do domu najwyraźniej wyłączyli jakąś listwę, pozbawiając nas tym samym internetu. Kwitliśmy więc sami na serbskim przedmieściu w pustym budynku, oczekując kroków na schodach i krzyków w obcym, choć słowiańskim języku. Czułam się tak, jakbym miała nigdy nie zasnąć. Zasnęliśmy i obudził nas piękny, słoneczny poranek. Do otwarcia mieliśmy trzy pary drzwi.








PS Oceniamy hotel na bookingu. Twierdza super, centrum skromne, dużo knajp i tanie czapki.

Brak komentarzy: