czwartek, 21 lipca 2016

Bałkany 2016. SRB + BiH. Travnik

Omijamy Jajce, przed nami Travnik. Brzydalowi włączył się już tryb "konia do domu" i coraz bardziej ciągnie go na północ. Nie chce słyszeć na przykład o zwiedzaniu Zagrzebia, do którego mamy już dosłownie rzut beretem. W Travniku udaje mi się go obłaskawić cevapi i tak tanimi lodami, że moglibyśmy wykupić cały wózek... Po mojej stronie stolika oczywiście tufahija. Nastroje ratuje też miejskie targowisko, na którym uwagę Brzydala przyciągnął wędzony ser i czarna, suszona wędlina nieznanego pochodzenia. Kupujemy jeszcze melona i taki miks zapachowy dekujemy w hotelu (gigantyczny pokój z gigantycznym łóżkiem z widokiem na zamek - dzięki Ci Bośniacki Boże). Po chwili przerażeni nagłą intensywną falą smrodu zamykamy jego źródła w szafie i uciekamy na twierdzę.
Na górze jest cudownie. Ogromne pieniądze wpompowano już w rewitalizację twierdzy, dzięki której miasto miało się bronić przed Turkami. Na szczycie pijemy bośniacką kawę z tygielka i nagle czujemy te ostatnie 10 dni i ich intensywność. A tu jeszcze przecież absolutnie unikatowy Malowany Meczet, groby wezyrów, dwie wieże zegarowe, bo miasto ma dwie carsije, i jeszcze dom, w którym urodził się Ivo Andric. A na koniec - hit hitów: Plava Voda. Rwący potok, spadający z gór, ekstremalnie czysty i zimny, przyjemnie obudowany knajpkami i straganami, miejsce gwarne i orzeźwiające. Miło tam być. Obok biały cmentarz. Dzieciaki na moście robią sobie selfi.

W hotelu profilaktycznie nie otwieramy drzwi szafy. Robimy to dopiero kolejnego ranka, czmychając zanim dogoni nas uwolniona chmura.

Gdy stoimy na parkingu i wcinamy kupione w piekarni na rogu bułki, podchodzi do nas starszy pan i przygląda się badawczo (przyzwyczailiśmy się już, naprawdę). Po chwili podszedł.
- Z Polski?
- Z Polski.
- Moja córka mieszkała w Polsce. W Sosnowcu. Na Zagórzu.
- (szok, konsternacja i bułki zatrzymane wpół drogi)
- Wnuk mi się tam urodził.

I tak oto, przemierzywszy dwa kraje, spotkaliśmy pana, którego córkę może znamy z widzenia, a może mamy wspólnych znajomych. Później śmialiśmy się, że może pan ma takie hobby, że wieczorem patrzy na parkingu, skąd są hotelowi goście i później rano wkręca ich metodą "na córkę", ale odrzuciliśmy ten pomysł jako niemoralny i skomplikowany dla starszego pana. Ale kto wie...










Brak komentarzy: