środa, 31 sierpnia 2016

118 km

Chciałam w sierpniu przebiec 100 kilometrów. Dotąd mój rekord to 83 kilometry.
Przebiegłam 118. Bardzo się cieszę.

Miałam nosa, żeby wykonać ten skok na dystans właśnie w sierpniu. Po dobiegnięciu do 118 kilometra dowiedziałam się, że muszę wystopować. Że moje wyniki są paskudne. Że przez jakiś czas nie powinnam tak obciążać serca. Że muszę wykupić leki i być pod kontrolą. Nienawidzę być pod kontrolą. Jestem zła i w szoku. Jak zwykle brakuje mi pokory i nie jestem w stanie jej w sobie wyhodować.

118 kilometrów to kawał drogi. Nie wyobrażam sobie, że we wrześniu przebiegam mniej niż 100. Ale nie wiem, co mi teraz zrobią te leki.
Zła, zła.
zł.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Kazik i Kwartet ProForma w Chorzowie

Cudowny weekend za nami. Cudowny. Sobotni koncert Kazika z ProFormą zmiótł nas pod leżaki. Łąka na końcu ścieżki prowadzącej przez cały Skansen jest idealna na takie imprezy. Żal tylko, że tak niewiele osób wiedziało o festiwau i mogło się na niego załapać. Równoległe trwająca piwna impreza w Parku Śląskim też pewnie zrobiła swoje. Mimo frekwencji zespół zagrał fantastyczny koncert. Kazik w rewelacyjnej formie. Brzmiało to wszystko znacznie lepiej niż w Dąbrowie Górniczej, gdzie z tym składem zetknęliśmy się pierwszy raz.
I właśnie z Dąbrowy pamiętałam, że ten koncert jest raczej siedzący. Dlatego rozłożyliśmy sobie leżaki w pierwszym rzędzie i grzecznie siedzieliśmy dłużej niż połowę koncertu, wydzierając się oczywiście, śpiewając, bujając i ciesząc się, jak pięknie to wszystko wygląda. Ale gdy usłyszałam pierwsze takty "Komandora Tarkina", nie wytrzymałam i pognałam pod scenę na wilgotną trawę, by jeszcze z kilkoma osobami do końca koncertu tam właśnie szumieć, tańczyć, skakać i śpiewać. Było rewelacyjnie. Nie wiem, czy kiedykolwiek gdzieś tańczyłam z taką swobodą. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam w głowie taki nieskrępowany luz i wolność. Najwyraźniej z tego się nie wyrasta. Są piosenki, których nie da się słuchać na siedząco. Krzesło łaski. Gorzki płacz. Modlitwa o wschodzie słońca. Tata dilera. Moje najukochańsze, wzruszające i do cna smutne Gdybym wiedział to co wiem. Gdy już przybiłam piątkę z Kazikiem i opadł pokoncertowy kurz, wracaliśmy ciemną alejką do samochodu. On jest największy z wielkich - przekonywałam Brzydala, którego przecież nie trzeba co do tego przekonywać. Choć brzmi to jak frazes, Kazik im starszy, tym lepszy.

Zawsze marzyłam, żeby porozmawiać chwilę z Kazikiem, uścisnąć mu dłoń i wziąć kilka autografów na płytach i na książce. I właśnie tam w Chorzowie miało to miejsce. To był ważny dzień, bo dotarło do mnie, że żeby spełniać marzenia, czasem wystarczy tylko ruszyć tyłek. Tak było w lipcu z Kusturicą. Teraz tak było z Kazikiem. I z Lembiczami. Tylko ruszyć tyłek i podejść.


Następnego dnia kupiliśmy bilety na KULT do Spodka. Bardzo, bardzo dobrze.

I załatwiliśmy ferie. Najlepiej. Góra wzywa. Lodowiec czeka. Jeszcze tylko 130 dni.

zł.

wtorek, 23 sierpnia 2016

co byś teraz robił?

Co byś teraz robił, gdyby mnie nie było?
Pisałbym Ci sms-y.
Ale nie teraz. W ogóle.
Szukałbym Ciebie.

sobota, 6 sierpnia 2016

16 km

Po urlopie istny dołek kondycyjny. Mimo że zachowywaliśmy na wyjeździe ogromną aktywność, to jednak bieganie po powrocie przypominało bieganie sprzed pół roku. Forma uciekła.
Tak myślałam do dziś. Zrobiłam 16 kilometrów. Bardzo zadowolona:).
W planie w sierpniu dobić 100 km.