niedziela, 10 lipca 2016

Bałkany 2016. Serbia + BiH. Nowy Sad

Pokój w Nowym Sadzie w Hotelu Duga jest tak mały, że żałujemy, że w hotelu nie ma windy, bo gdyby była, to przenieślibyśmy się do niej. Mamy niezły ubaw, odkrywając kolejne hardkorowe usterki, w tym wiszące na jednym zawiasie okno, absolutnie nieszczelne wszystko w łazience, głębokie jezioro wytworzone tym samym na kafelkach, absolutny brak netu i klimy oraz - co może najdotkliwsze - dwa małe osobne łóżeczka po dwóch stronach pokoju, z czego moje za filarem, więc połowy mnie nie widać. Dużo śmiechu, bo można się śmiać, jak się jest w takiej norze na jedną noc. Phi. Cena oczywiście z kosmosu, bo w Nowym Sadzie trwa właśnie Festival EXIT, w którym Serbowie ze śmiertelną powagą i miną nieznoszącą powątpierwania i sprzeciwu mówią, że jest NAJWIĘKSZY NA ŚWIECIE I NAJLEPSZY. Czyli miejscówki do spania pozajmowane i ceny z sufitu. Nie muszę chyba dodawać, że nie wiedzieliśmy nic o festiwalu Exit, ale udawaliśmy, że wiemy...?
Miasto duże, czyste, jasne, eleganckie, dostojne w austro-węgierskim stylu, dzięki festiwalowi pełne kolorowych ludzi, zakurzonych od upału i wyluzowanymi jedną wielką imprezą. Dunaj też w tym wszystkim dostojny i stonowany. Z hitów, trafiamy zupełnie przypadkiem do wspaniałej synagogi, po której oprowadza nas facet, który najwyraźniej oddał synagodze swoje dotychczasowe życie. Mówi po serbsku, ale powoli, żebyśmy zrozumiemy. I dużo rozumiemy.
Drugi hit to zdecydowanie najlepszy szprycer na świecie, serwowany na głównej ulicy, blisko wejścia do przyjemnego parku. Dają go tam w kubeczkach tylu coffie-to-go, w związku z czym można bez obaw siedzieć na ławce i sączyć ten zimny dar niebios z białego wina i wody z saturatora. Opijamy Brzydalowe urodziny.
Na pamiątkę wisiorek z napisem BROMBA, mimo że Brzydal chciał ZGREDKA. Hmm...













PS W hotelu na ladzie recepcji był mały przycisk z napisem: Pozvonit za konobara. Do końca wyjazdu hasło było absolutnym hitem. "Chyba muszę pozvonit za konobara" nabierało nowych znaczeń, często okropnych...

Brak komentarzy: