piątek, 15 lipca 2016

Bałkany 2016. SRB + BiH. Mokra Gora. Drvengrad. KUSTURICA I ZŁOŚNICA


Ej, a jak ON tam będzie?
Daj spokój. Ja nawet nie wiem jak ON wygląda.
Jak członek Gogol Bordello.
Aha.

I tyle. Później w miasteczku Drvengrad spacerujemy między domami, robimy zdjęcia. Życie jest cudem! Podchodzi Brzydal i konspiracyjnym szeptem mówi: widziałem Kusturicę! Hm. Ale ty przecież nie wiesz, jak ON wygląda. No ale wyglądał jak członek Gogol Bordello! Patrz! Wychodzi! Dobiegliśmy do płotu, gdzie nasz bohater wsiadał do samochodu i w pośpiechu odjeżdżał. W Brzydalu obudził się filozof, a może strateg: jeśli szybko pojechał, to szybko wróci. A ja pogodziłam się z faktem, że jedyne, co widziałam Kusturicy, to plecy za płotem i profil w samochodzie.
Po trzykrotnym okrążeniu Drvengradu poszliśmy się ogrzać do cudownej kawiarni, profilaktycznie wybierając stolik przy oknie. Po chwili...
Jest! Jest! Leć! Goń go! No go gooooń! - huczał na mnie Brzydal, który znów zobaczył znajomą kudłatą postać. Leć! Leć! Wzięłam aparat i pognałam. Zniknął. Po chwili dobiegł Brzydal, któremu piorunem udało się zapłacić i spakować wszystkie nasze bety, które ja zostawiłam rozrzucone wokół stolika.
Po chwili wyłonił się ON. Emir Kusturica we własnej osobie, prawdziwy, zajęty i chmurny. Iiiiiiidź! IDŹ! Brzydal wypchnął mnie, sycząc z determinacją. A ja będąc w szoku podeszłam do mistrza i powiedziałam, że przyjechałam specjalnie z Polski, żeby jego spotkać dokładnie w tym miejscu. Dopiero później na zdjęciach zobaczyłam, że on też się uśmiecha:).
Trwało to parę chwil, a później przez kilka godzin nie było innego tematu. Wrzuciłam foto na facebooka i pierwszy raz w życiu poczułam się jak internetowa gwiazda numer jeden. Znajomi umarli, a ja też bym umarła, gdyby któreś z nich wstawiło na ścianę fotkę z taką legendą. Z filmowym mistrzem świata. Z bałkańskim Fellinim. Z facetem, który wyleguje się pod Złotymi Palmami. Wielkie, wielkie WOW i absolutny hit wycieczki po Serbii. I ten Brzydal taki wspaniały, czujny i zdecydowany, by mnie pchnąć w dobrą stronę w odpowiedniej chwili. Ooooch.
Myślałam, że nie zasnę, ale uśpiła mnie cudownie szumiąca ulewa, tłukąca się o parapet maleńkiego domku obok dolnej stacji kolejki Sarganska Osmica. I tak w tym deszczu kończył się jeden z najbardziej emocjonujących dni mojego życia.


Brak komentarzy: