poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Kazik i Kwartet ProForma w Chorzowie

Cudowny weekend za nami. Cudowny. Sobotni koncert Kazika z ProFormą zmiótł nas pod leżaki. Łąka na końcu ścieżki prowadzącej przez cały Skansen jest idealna na takie imprezy. Żal tylko, że tak niewiele osób wiedziało o festiwau i mogło się na niego załapać. Równoległe trwająca piwna impreza w Parku Śląskim też pewnie zrobiła swoje. Mimo frekwencji zespół zagrał fantastyczny koncert. Kazik w rewelacyjnej formie. Brzmiało to wszystko znacznie lepiej niż w Dąbrowie Górniczej, gdzie z tym składem zetknęliśmy się pierwszy raz.
I właśnie z Dąbrowy pamiętałam, że ten koncert jest raczej siedzący. Dlatego rozłożyliśmy sobie leżaki w pierwszym rzędzie i grzecznie siedzieliśmy dłużej niż połowę koncertu, wydzierając się oczywiście, śpiewając, bujając i ciesząc się, jak pięknie to wszystko wygląda. Ale gdy usłyszałam pierwsze takty "Komandora Tarkina", nie wytrzymałam i pognałam pod scenę na wilgotną trawę, by jeszcze z kilkoma osobami do końca koncertu tam właśnie szumieć, tańczyć, skakać i śpiewać. Było rewelacyjnie. Nie wiem, czy kiedykolwiek gdzieś tańczyłam z taką swobodą. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam w głowie taki nieskrępowany luz i wolność. Najwyraźniej z tego się nie wyrasta. Są piosenki, których nie da się słuchać na siedząco. Krzesło łaski. Gorzki płacz. Modlitwa o wschodzie słońca. Tata dilera. Moje najukochańsze, wzruszające i do cna smutne Gdybym wiedział to co wiem. Gdy już przybiłam piątkę z Kazikiem i opadł pokoncertowy kurz, wracaliśmy ciemną alejką do samochodu. On jest największy z wielkich - przekonywałam Brzydala, którego przecież nie trzeba co do tego przekonywać. Choć brzmi to jak frazes, Kazik im starszy, tym lepszy.

Zawsze marzyłam, żeby porozmawiać chwilę z Kazikiem, uścisnąć mu dłoń i wziąć kilka autografów na płytach i na książce. I właśnie tam w Chorzowie miało to miejsce. To był ważny dzień, bo dotarło do mnie, że żeby spełniać marzenia, czasem wystarczy tylko ruszyć tyłek. Tak było w lipcu z Kusturicą. Teraz tak było z Kazikiem. I z Lembiczami. Tylko ruszyć tyłek i podejść.


Następnego dnia kupiliśmy bilety na KULT do Spodka. Bardzo, bardzo dobrze.

I załatwiliśmy ferie. Najlepiej. Góra wzywa. Lodowiec czeka. Jeszcze tylko 130 dni.

zł.

Brak komentarzy: