sobota, 10 września 2016

skutki uboczne

Gdy lekarka mówiła "powinna pani biegać mniej", nie sądziłam, że miała na myśli "i tak będzie pani biegać mniej, bo nie będzie pani miała siły nawet na 5 kilometrów, a co dopiero na 15". Takie tak małe kłamstwo. Niedopowiedzenie. Pewnie dla dobra pacjenta.

Powiedziała też, komentując zachowanie mojego serca, że ja biegam nawet jak leżę. Hmm.

Od 10 dni jestem na lekach i dzięki temu jestem encyklopedią skutków ubocznych. Nie mam siły, tyję, mam ataki dołów, strachów i głodów, kiepsko śpię, gorąco mi, nie, jednak chyba zimno, i jestem przez to wszystko strasznie zmierzła. Kilka dni temu w pracy o 8 rano miałam taki napad paniki, że myślałam, że zawinę się w kokon i wystrzelę się w kosmos. Z koncentracją cienko. Z motywacją też. Z chęcią-do-wszystkiego podobnie.

Brzydal dzielnie o mnie walczy. Stosuje kilka metod jednocześnie: słoneczniki, spacer, ciastko, wino, seks, serial, głasianie, planowanie przyszłorocznego wyjazdu do Bośni. W takim natężeniu jego działania naprawdę przynoszą efekt. Dziś jestem spokojniejsza. Rano przebiegłam 10 kilometrów, bo musiałam sobie udowodnić, że jeszcze trochę siły mi zostało. Tempo miałam żółwia-emeryta-kombatanta, ale tym na razie nie będę się przejmować. Póki co liczy się dystans, żeby zachować go tyle, ile to możliwe.

118 dni do wyjazdu na lodowiec.

Odnalazłam w sieci cudowne forum, na którym 10 lat temu ludzie wymieniali opinie na temat książek o Bałkanach. Nie wiem, jakim cudem nie trafiłam w to miejsce wcześniej. Otworzyła się przede mną biblioteka tytułów, o których nie miałam pojęcia, bo one już te 10 lat temu były niekoniecznie nowe. Poszukiwanie tych książek na cały wieczór wyciągnęło mnie z marazmu. Złożyłam zamówienia, zapłaciłam. I poinformowałam Brzydala, że listonosz do niego przyjdzie. Dobrze - powiedział. Ale nie raz... - dodałam. Ile razy? Hmmm... Lepiej od razu zapytaj, jak  ma na imię, bo teraz będziecie znacznie bliżej... Niekoniecznie chciałam się przyznać. Nie wie, że listonosz przyjdzie pięć razy. A dwie pozostałe książki już sama sobie odebrałam. Kopalnia czytania. Źródło wiedzy znalezione zupełnie przypadkiem. W wolnej chwili tak wrócę, żeby zrobić listę tych, których nie znalazłam. Jeszcze. Przecież gdzieś muszą być. Tak jak moje wymarzone "Pocztówki z grobu", na które poluję trzeci rok. Halo, może ktoś chce sprzedać...?

2 komentarze:

ania pisze...

Luźny pomysł. Wejdź na LubimyCzytać.pl, wyszukaj książkę i sprawdź kto ją ma w biblioteczce na półce "posiadam". A nuż będzie skłonny do odsprzedania. :)

Brzydal i Złośnica pisze...

Pisałam już do ludzi z sieci, większość z nich pisało recenzję o Pocztówkach. Niestety nikt nie był skłonny. Dziewczyna u mnie w pracy ją ma, ale najbardziej na świecie nie jest skłonna do przehandlowania jej;).