sobota, 22 października 2016

Smolik / Kev Fox w Dąbrowie Górniczej

Za nami wydarzenie kulturalne roku i na pewno jeden z najważniejszych koncertów ostatnich lat. To, co wyrabiali  na scenie Pałacu Kultury Zagłębia Smolik z Kevem Foxem i perkusistą Olkiem Orłowskim, trudne było do przewidzenia. Przyznaję, że spodziewałam się trochę innego klimatu (bardziej Smolik, mniej Fox), ale to, co dostałam, jest mi dużo bliższe. A Brzydal zupełnie zwariował i od drugiej piosenki dziękował mi, że tam jest.
Tą drugą piosenką było oczywiście "Mind the bright lights". Panowie zagrali tak, że bałam się, że Fox rozwali swoją gitarę (jedną z sześciu...?) i zdemoluje scenę, że bębny wybuchną, a Smolika wywali w kosmos, i że wywali w kosmos też mnie z całym fotelem i resztą widowni. To nie był rockowy pazur, to był jednorodny, cudowny rockowy szał. A sam Fox tak wygląda, tak się zachowuje i tak śpiewa, że do końca świata pod hasłem rockman w encyklopedii powinno znajdować się jego fotkę. Fenomenalny.
Kompozycje Smolika z tekstami Foxa zabrzmiały tam milion razy lepiej niż w studyjnych wersjach, a już przecież te studyjne są uwielbiane przeze mnie od miesięcy. Nie mogłam odgonić myśli, że CHŁOPCY SĄ GIGANTYCZNI. Że mam na wyciągnięcie ręki gigantów, którzy robią z publicznością co chcą. Młodziutki, fenomenalny bębniarz, Smolik otoczony swoimi gratami nieustannie uśmiechnięty i Fox cały zbudowany z muzyki, tak hipnotyzujący i seksowny w każdym dźwięku i każdym ruchu, że mogłabym go pożreć w całości.
Ale musiał mi wystarczyć uśmiech i uścisk dłoni po koncercie. Autograf, dedykacja, fotka. Jeszcze się zobaczymy, prawda?
Jeszcze słowo o supporcie. Swiernalis zauroczył nas prawdą - jest cały autentyczny. Wystarczyło kilka piosenek, żeby nas kupić tekstami, wrażliwością i samowystarczalnością na scenie. Jakąś taką mądrością i smutkiem, który z niego wyłazi jak cień. Po koncercie powiedzieliśmy mu, że w naszym środowisku, jak ktoś wychodzi na scenę i ma w sobie taką niemal dotykalną prawdę, mówi się o nim, że jest "mięso". Myślę, że zrozumiał, co miałam na myśli.



Na koniec obwieszczenie: szczerze zazdrościmy Dąbrowie Górniczej festiwalu ZagłębieWood. Uczestniczymy w nim od lat i właściwie na co by się nie poszło, to jest naprawdę świetne. W tym smutnym grajdole zwanym Sosnowcem Smolik/Fox grali, jak się okazuje, dwa tygodnie temu. Szkoda, że o tym nie wiedzieliśmy, a przecież siedzimy w temacie, czytamy gazety, siedzimy w sieci, oglądamy plakaty na mieście. Mieszkamy 2 kilometry od Muzy, w której podobno coś się dzieje, ale nikt nigdy o niczym tam nie słyszał. Żałuję, że nie byliśmy na tym koncercie, ale nie wiem, skąd mieliśmy się o nim dowiedzieć jako mieszkańcy tego miasta, które wprawdzie próbuje, ale jak zwykle mu nie wychodzi. W Dąbrowie festiwal hula tak, że wszyscy wszystko wiedzą, bilety wyprzedają się na pniu, a atmosfera na widowni rozwala artystów. W Sosnowcu mamy Muzę, salę w szkole muzycznej i scenę w teatrze, a jak przyjechała Renata Przemyk, to grała w domu kultury przy elektrociepłowni i na Maczkach. Wstydź się, Sosnowcze... Długa droga przed Tobą.

Brak komentarzy: