sobota, 2 grudnia 2017

2 lata latania

2 lata
4 pary butów
16 kilo w dół - 70 zamiast 86
rozmiar 40 zamiast 46
nowa ja, naprawdę NOWA ja.

wtorek, 28 listopada 2017

1000 w 2018

O stadionie nie można myśleć i na stadionie nie można myśleć o tym, co się robi. Trzeba wyłączyć głowę i zasuwać. Nie liczyć kółek, nie liczyć kroków, patrzeć na linie i zasuwać, nic więcej. Można słuchać muzyki, kontrolować oddech albo rozmyślać o problemach i czekać, aż zmaleją. I właśnie dziś na zimnym, ciemnym, mokrym i pustym stadionie pyknął mi tysięczny kilometr w tym roku. Wyciągnęłam ręce do góry i czułam się jak na mecie maratonu nowojorskiego. 1000 km, a ja nadal chcę to robić. Jeszcze miesiąc do końca roku!

sobota, 9 września 2017

15-tka z Sosnowca do Katowic

Jednak wydygałam. Umarłam ze strachu na myśl, że Półmaraton Silesia będzie moim pierwszym startem. Że w ogóle nie będę wiedziała, co się dzieje, że umrę ze strachu i że nie dobiegnę nawet na katowickie rondo. Biegnąc przez Stawiki zobaczyłam plakat o biegu „15-tka z Sosnowca do Katowic”. Tego samego dnia miałam już numer startowy. A co! Ja nie pobiegnę? 
Rano w dniu startu w oknie sąsiadów wisiał plakat „15-TKA JEST TWOJA!” Ściska mi serce, gardło i sznurówki. Umieram z nerwów.
Start z Parku Sieleckiego. Z domu idę z buta jak na ścięcie. Wszyscy dookoła wyglądali bardziej profesjonalnie i na bardziej doświadczonych. Rozgrzewali się tak, jakby mieli startować na olimpiadzie. Hm. No to tutaj pokręciłam ręką, tam pomachałam nogą, robiłam poważne miny i udawałam, że jestem pewna tego, co tam robię. Taki trochę Jaś Fasola. No i ten upał...
Rozgrzewka, strzał, start. Po dwóch kilometrach, jak wyprzedził mnie już dziki tłum, zobaczyłam za sobą może kilkanaście osób i wolno sunącą karetkę. Przez głowę przeleciała mi wizja, że jestem ostatnia i że przejeżdża po mnie ta karetka, a wiatr niesie w siną dal mój szeleszczący numer. Nie przyspieszać, swoim tempem, nie przyspieszać, bez paniki, nie przyspieszać… Moja strategia, by nie szaleć, przyniosła taki efekt, że ok. 30 osób wyprzedziłam na ostatnich kilometrach, na odcinku między Akademią Ekonomiczną i katowickim Rynkiem. Odpadali jeden po drugim, słabli, szli wzdłuż Rawy, a ja swoim tempem, nie przyspieszać, bez paniki, raz za razem łykałam kolejnych biegaczy…
Na metę wpadłam z czasem, który był odzwierciedleniem sporych nerwów i wysokiej temperatury. Start był udaną próbą generalną przed półmaratonem, który był za 3 tygodnie. Forma rosła i wyrywało mnie z butów… Pierwszy medal w moim życiu godnie zadyndał na kuchennej korkowej tablicy, ku pamięci...

czwartek, 31 sierpnia 2017

170 km

170 km w miesiąc to sporo, a zrobić 170 na własnych nogach to jeszcze więcej. To mój nowy rekord, to szczyt górki moich możliwości. To jednocześnie koniec biegowego szaleństwa: zbliża się mój pierwszy start, więc od jutra muszę więcej myśleć o tym, ile biegam, jak się rozciągam i roluję, co jem i ile śpię. Możliwe, że to jednorazowy wybryk, ale jest fun. Brzydal z niedowierzaniem kręci głową...