sobota, 28 stycznia 2017

Dr Misio w Bielsku-Białej

Nie do końca było pewne, że dotrzemy na ten koncert. O 20 mieliśmy być w Bielsku, a o 19.30 Brzydal jeszcze kończył jeść kanapkę w domu. Wiarygodne źródła poinformowały nas jednak, że zdążymy. Jedziemy. Minus 12 za oknem, a w głowach coraz cieplej na samą myśl o tym, jak bardzo lubimy to, co ma się wydarzyć. Godzina w drodze.
Zdążyliśmy. Z pierwszymi dźwiękami "Metra" wydałam z siebie głośny pisk i nic nie zostało z zapewnień, że przecież nie mam już 16 lat, tylko dwa razy tyle, i że wyrosłam. Pieprzenie. Nie wyrosłam. Z każdym koncertem utwierdzam się w przekonaniu, że dopiero dorastam.
Za nami cudowny, głośny, rockowy wieczór, nowe kawałki z trzeciej płyty, darcie mordy, przepychanie się do barierek i oczywiście - i co najważniejsze - pogo w tłumie na wpół rozebranych roztańczonych facetów:). Za nami dedykacja - nasz ulubiony "Powstaniec" idealny na naszą 16 rocznicę, która już za kilka dni. Oficjalna informacja, że to dla nas zespół opóźnił koncert. Uścisk dłoni, taniec, śpiew i energia, którą uwielbiam każdą komórką mojego ciała. Za nami dancingowe tańce do "Pudelka" i oczywiste fochy na insynuacje, że nawet ładne dziewczyny chcą tylko wyjść za mąż.
Lubimy ten klub, gdzie zespół jest na wyciągnięcie ręki, akustyka nienaganna, a ludzie wiedzą po co przychodzą. W naszym nudnym mieście taką funkcję przez chwilę pełnił 2Doors, gdzie przeżyłam fenomenalne 30 urodziny z Doktorem Misiem, ale niestety 2Doors padł. W Bielsku RudeBoy najwyraźniej ma się dobrze i mamy nadzieję, że nadal tak będzie. Dziś Misio gra w Wiatraku w Zabrzu. Także tam byliśmy na ich koncercie, ale mimo całej kultowości tego miejsca to bielski klub bierze pierwsze miejsce. Za bliskość, za kontakt, za skrócenie dystansu do minimum. Choć tak do końca nie mam pewności, że nie wylądujemy dziś też w Zabrzu...
Czekam na nowy album "Zmartwychwstaniemy". Marzę o nowym albumie i nie mogę się doczekać. Tytułowy kawałek, "Mordor", "Hejter", "Pismo", "Państwo" i "Ochroniarz" wróżą piękną rzecz o ważnych, aktualnych sprawach. Spójną i zaczepną, szorstką i męską. Wpadającą w ucho i siedzącą w głowie.
Czasami wydaje mi się, że żyję.


Próbuję się doliczyć tych koncertów... Pasja w Dąbrowie, teatr w Kato, dwa razy Rudeboy w Bielsku, 2Doors w Sosnowcu, Wiatrak w Zabrzu, Szuflada w Chorzowie... Chcę jeszcze.

niedziela, 15 stycznia 2017

Kitzsteinhorn 2017

Co to jest Kitzsteinhorn? Wolność. Przestrzeń. Piękno. Respekt. Radość. Prędkość. Miłość. Zmęczenie. Granice. Ból. Mróz. Biel. Biel tak wszechobecna, że można stracić orientację. W którą stronę właściwie jadę? Gdzie zaczyna się niebo?
To 3203 monumentalne metry skał, śniegu i  lodu.
To 164 kilometry przejechane w 6 dni.
To pierwszy raz w życiu przekroczone 70 km/h. 70 NA GODZINĘ NA WŁASNYCH NOGACH.
To poranny pośpiech i nadchmurna niewiadoma.
To wspólne plany, wspólne cele i wspólna realizacja.
To radość i wolność tak wielkie, że nie do ogarnięcia.
To cząsteczki adrenaliny wielkości arbuzów.
To wiara w siebie i zaufanie sobie.
To widoki tak oszałamiające, że nie można oderwać wzroku.
To strach przed naturą. Przed odstrzeloną lawiną, nagłym załamaniem pogody, puchem sięgającym połowy uda.
To wyłączanie bezpieczników i kontrola nad każdym włókienkiem każdego mięśnia.
To łzawiące oczy i piekące nogi.
To sztywniejące z zimna rękawiczki i zamarzająca wprost na twarzy kominiarka.
To jedyne w swoim rodzaju uczucie rozdziewiczania porannego sztruksu, który czeka tylko na nas.
To samotność na pustkowiu i sto wyborów.
To świadomość, że szkoda czasu, żeby zrobić sobie chociaż 10 minut przerwy.
To tęsknota ostatniego zjazdu.
To koszmar i trwoga w miejscu pamięci ofiar wielkiej katastrofy w Kaprun. Myślę o nich codziennie.
To pyszne jedzenie i leżenie jak foki, spacery ze sznapsem, kabanosy i kulki Mozarta.
To najlepsze, co można robić.
To czas, który niesie sens, ukojenie i spokój.
To zestaw myśli i emocji, który układa w głowie, nadaje dystansu, wyostrza to co ważne i kasuje to co zbędne.
To dni, na które absolutnie warto czekać cały rok. Czekam znów. 11 i pół miesiąca. Pojedziemy znów. Musimy. Góra wzywa.