niedziela, 15 stycznia 2017

Kitzsteinhorn 2017

Co to jest Kitzsteinhorn? Wolność. Przestrzeń. Piękno. Respekt. Radość. Prędkość. Miłość. Zmęczenie. Granice. Ból. Mróz. Biel. Biel tak wszechobecna, że można stracić orientację. W którą stronę właściwie jadę? Gdzie zaczyna się niebo?
To 3203 monumentalne metry skał, śniegu i  lodu.
To 164 kilometry przejechane w 6 dni.
To pierwszy raz w życiu przekroczone 70 km/h. 70 NA GODZINĘ NA WŁASNYCH NOGACH.
To poranny pośpiech i nadchmurna niewiadoma.
To wspólne plany, wspólne cele i wspólna realizacja.
To radość i wolność tak wielkie, że nie do ogarnięcia.
To cząsteczki adrenaliny wielkości arbuzów.
To wiara w siebie i zaufanie sobie.
To widoki tak oszałamiające, że nie można oderwać wzroku.
To strach przed naturą. Przed odstrzeloną lawiną, nagłym załamaniem pogody, puchem sięgającym połowy uda.
To wyłączanie bezpieczników i kontrola nad każdym włókienkiem każdego mięśnia.
To łzawiące oczy i piekące nogi.
To sztywniejące z zimna rękawiczki i zamarzająca wprost na twarzy kominiarka.
To jedyne w swoim rodzaju uczucie rozdziewiczania porannego sztruksu, który czeka tylko na nas.
To samotność na pustkowiu i sto wyborów.
To świadomość, że szkoda czasu, żeby zrobić sobie chociaż 10 minut przerwy.
To tęsknota ostatniego zjazdu.
To koszmar i trwoga w miejscu pamięci ofiar wielkiej katastrofy w Kaprun. Myślę o nich codziennie.
To pyszne jedzenie i leżenie jak foki, spacery ze sznapsem, kabanosy i kulki Mozarta.
To najlepsze, co można robić.
To czas, który niesie sens, ukojenie i spokój.
To zestaw myśli i emocji, który układa w głowie, nadaje dystansu, wyostrza to co ważne i kasuje to co zbędne.
To dni, na które absolutnie warto czekać cały rok. Czekam znów. 11 i pół miesiąca. Pojedziemy znów. Musimy. Góra wzywa.



















Brak komentarzy: