środa, 5 lipca 2017

5 lipca

Trzymiesięczna dziura w życiorysie. A przecież żyję. Nawet za bardzo. Za szybko, za mocno, za głupio. Znaczące, że przez trzy miesiące nawet tu nie wchodziłam, a dziś po powrocie z pracy po prostu włączyłam kompa i kliknęłam w to moje stare miejsce. Dziś mój ostatni dzień przed urlopem. I od razu tutaj. Nie wiem, czy ktoś jeszcze zagląda, ale ja czasem chcę tu zaglądnąć.

Mam przedziwne nocne halucynacje, ale takie jak kino 3D, najprawdziwsze, realne tak, że patrzę na nie szeroko otwartymi oczami. Kolorowe światła. Pająki. Obcy człowiek, który zdejmuje z półek nasze rzeczy. Przecież go widzę! Nie śpię. Widzę go i boję się iść do drugiego pokoju. Bo co będzie, jak wstanę, podejdę i nadal będę go widzieć? Zapomniałam kodu do naszego domofonu, nie umiałam wejść do bloku. Puściłam publikację z błędem ortograficznym. W innej, która miała jedną stronę, cztery razy puściłam "działania nieporządne" zamiast "niepożądane". Kto inny ocalił mnie przed drukiem i dziadostwo poprawiono na czas, ale panika i wstyd zostały. Jestem jednym wielkim rozczarowaniem, przede wszystkim moim własnym.

Straciłam coś ważnego, ale chyba teraz dopiero umiem to nazwać. Po dziesiątkach godzin myślenia, milczenia, wkurzania się, płakania ze złości. Straciłam zaufanie. Chyba nie ma już co zbierać. Może to wszystko od początku był zły pomysł. Może nie ma już o czym mówić. Dorosła jestem, poukładam to jakoś, poradzę sobie. Niekończące się uczucie zaskoczenia musi się wreszcie zmienić w coś innego, chociażby w otępienie, bo zwariuję.

Im więcej złych emocji, tym więcej treningów. W maju 120 km. W czerwcu 131. Do tego jedno mocne kardio i jeden trening siłowy w tygodniu. Mam  głowie masakrę, więc idę pobiegać. Biegam. Wracam padnięta. W nocy tak zmęczona, że nie mogę zasnąć. Haluny. Wstaję rano. Wszystko mi się przypomina. Nie chcę z nikim gadać. Nie mam apetytu. Zła, zła. Idę na trening. Wracam padnięta. Nie chcę z nikim gadać. Haluny. Wszystko mi się przypomina. Nie mam siły się ruszyć. Zmuszam się i idę pobiegać. Wtedy jest lepiej. Noc. Haluny. Ranek. Wszystko mi się przypomina. Nie chcę z nikim gadać. Padam. Nie mam siły. Popełniam błędy. Przepraszam. Popełniam błędy. Popełniam błędy. I nagle ten ortograficzny zdaje się w ogóle nie mieć znaczenia.

Jak ty wyglądasz! Jak schudłaś! No naprawdę, co robi ten zdrowy styl życia... No tak, sport, sport, widać po tobie, że samo zdrowie. A ja patrzę na siebie w lustrze i myślę, że nie wiem, ile mi wystarczy siły.

Mam nadzieję, że do 1 października wystarczy. Zapisałam się na półmaraton Silesia. Niedawno pierwszy raz przebiegłam 25 km. Jak pomyślę, że nie robię tego z radości, to aż się sama boję.

Dwa tygodnie temu na rynku w Mysłowicach koncert po długiej przerwie zagrał Generał Stilwell. Świeciło słońce, scena czekała na moich muzycznych bohaterów, dookoła twarze ludzi, z którymi widywałam się na tych koncertach kilka lat temu i dawniej. Nagle poczułam się tak, jakby nic się nie zmieniło. W ogóle się nie zestarzeliśmy, nikt z nas, ani na scenie, ani przed nią. Słucham już nowej płyty i próbuję znaleźć siebie tamtą, która dobrze wiedziała, gdzie uciec. Nic się nie zmieniło, tylko ty się zmieniłaś - słyszę tam na rynku. Hm.

Plany bałkańskie już prawie dopięte do końca. Za trzy dni o tej porze będziemy już w Belgradzie.

Chcieliśmy spać m.in. w Wyszegradzie, ale przeczytałam wstrząsający reportaż o rzezi Boszniaków w Wyszegradzie właśnie, na tym cudownym moście, który jest od niedawna na liście Unesco. W BiH byliśmy tylko raz, w kilku miejscach. Przeczytałam już 30 książek o tej wojnie. Dużo. O niczym nigdy tak nie czytałam. O niczym nigdy nie chciałam wiedzieć aż tyle. Byliśmy w Wyszechradzie rok temu. Podziwialiśmy most. Powoli, spacerkiem, pod nogami biel mostu i błękitna pomarszczona Drina. Tak mi potwornie wstyd, że nie czytałam wcześniej o tym, co działo się na moście. Już nie chcę spać w tym miasteczku. Chcę wejść na most i przeprosić wszystkich, o których nie wiedziałam. Nasz książkowy przewodnik milczy, zupełnie jakby było w tym miejscu cokolwiek, COKOLWIEK ważniejszego. Jak można o tym wszystkim MILCZEĆ?

Znów obcięłam włosy na krótko. Kolejny raz sprawdza się stara zasada, że kobieta zmienia fryzurę wtedy, kiedy generalnie nie wie, co robić. Fryzurę zmieniłam, ale w sumie nadal nie wiem.

I teraz ten urlop. Pierwszy raz zdarzyło się, że po prostu wstałam i wyszłam, bez zastanawiania się, jak można tak po prostu wyjść. Przede mną 3 tygodnie, podczas których - mam nadzieję - moja głowa zacznie znów normalnie funkcjonować. Teraz jest jak w starym startfonie: moja głowa sama sobie wyłącza aplikacje i funkcje, na które brakuje energii. Najwyraźniej wyłącza mi też mój wbudowany słownik ortograficzny i regulator emocji.

To jak? Jutro rano bieganie i może czas się pakować?

W całym tym burdelu tylko jedno ma sens, jedyny prawdziwy i niezaprzeczalny, autentyczny i najcenniejszy: Brz. I to jest moje światełko w tunelu. Moja latarnia morska i jasność jak jupitery na stadionie.

Brak komentarzy: